Z półek sklepowych pospiesznie znikają tradycyjne żarówki 100-watowe. Za rok zniknąć mają słabsze żarówki 75-watowe, a potem kolejne. Ekologowie cieszą się sukcesem, bo oni o to walczyli. Klienci mają na tym zyskać, ale na razie są zaskoczeni. Ręce zacierają jednak tak naprawdę producenci źródeł światła, które mają zastąpić dotychczasowe żarówki. I producenci lamp, do których nowe wynalazki świetlne często nie pasują.
Powstanie i rozwój nowych rynków najczęściej wynika z uświadomienia sobie przez przedsiębiorców naturalnych potrzeb konsumentów. Gdy konsumenci są leniwi i niczego nie chcą, trzeba albo rozbudzać potrzeby, albo zmuszać do kupowania nawet wtedy, gdy oni tego wcale nie chcą. Pierwsza droga wymaga kosztownych reklam, druga jest o wiele mniej kosztowna. Wystarczy przekonać władze by czegoś zakazały, utrudniły albo obłożyły podatkami. Postawieni przed faktem dokonanym konsumenci nie mają wyboru. Muszą kupować to, co dotychczas nie chciało się samo sprzedawać. Tak powstaje nowy rynek.
Zastępowanie żarówek innymi źródłami światła to taka właśnie klasyka budowania rynku nie z potrzeby, lecz z przymusu. Kiedyś w ten sam sposób zbudowany został popyt na produkcję samochodowych pasów bezpieczeństwa. Trzeba używać i popyt jest. Co do żarówek – prawdą jest, że zużywają mniej energii. W skali globalnej ma to znaczenie – mniej energii, to mniej paliw i mniej emisji. Konsumenta nie przekonują jednak globalne wyliczenia, ale koszty jakie on sam musi ponieść, aby do tych globalnych korzyści doszło. Lampy halogenowe, czy świetlówki, które przymusowo maja wyprzeć z naszych mieszkań tradycyjne żarówki są tymczasem o wiele droższe. Poniesione koszty zwracają się po miesiącach, a w przypadku rzadziej używanych punktów świetlnych być może nigdy.
Przy wsparciu ekologów (dziwne, że nie martwi ich używanie świetlówek zawierających rtęć) i dyrektywy unijnej, producenci nowych źródeł światła długo jeszcze nie będą musieli obniżać ceny swoich produktów. Nie wydając przy tym ani grosza, czy centa na reklamę. Powstał w ten sposób nowy rynek, ale nie powstał z niczego, tylko kosztem innych rynków. Konsumenci zawsze mają ograniczony zasób pieniędzy. Jeśli przeznaczą je na przymusowe kupno drogich nowych lamp, to nie kupią np. nowych płyt dvd, czy nie pójdą do kina. Ktoś straci, by zyskać mógł ktoś. To ekonomiczne prawo odkrył już w połowie XIX wieku znamienity francuski ekonomista i polityk Frederic Bastiat. Jak widać prawo to nadal obowiązuje, czasem – jak w przypadku żarówek - z pomocą Komisji Europejskiej.
artykuł Krzysztofa Bienia z portalu Onet.pl
http://ft.onet.pl/107093,32312,zarowka__czyli_patent_na_nowy_rynek,komentarz.html

